Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Tokio Hotel


Część (chyba) trzecia

- Nooo... Niech już nas wpuuuuuuuuuuszczą! Ciasno tu, jak nie powiem co!
- Oooj, zaraz zwymiotuję! Flaki ze mnie wycisną!
- Obrzydliwa jesteś!
- Wiem... aaaa!!!- krzyknęła Lisa, bo wszystkie fanki zaczęły pchać ją w stronę wejścia.
- To teraz biegiem do szatni!- zawołała Elize- siostra Xenki.
Zapalona fanka, przewrażliwiona na punkcie Toma. Była wyjątkowo hamska i nie miała w sobie absolutnie nic ze swojej starszej siostry- zero wrodzonego wdzięku, dobroci, czy delikatności. Po prostu... małoletnia, blondwłosa dziwka o ciemnej cerze!
Zajęły miejsca tuż przy barierkach. Trochę z boku sceny, po prawej stronie.
- Tutaj na pewno nas zauważy, prawda?- dopytywała się smarkula.
- Tak, tak Elize!- krzyknęła do niej Xenia.
- Ale jak to? Kto ma nas zauważyć?- zapytała Liska.
- Biiill!!!- wydarła się Elize- Ma mnie wciągnąć na scenę!- i dalej lampiła się naokoło.
- Każda by tak chciała! Tak naprawdę wciągnie tą, która rzuci mu się w oczy i będzie dostatecznie blisko sceny!- wyjaśniła Xenia.
- A, to spoko!!!- odkrzyknęła Lisa.
Wszystkie fanki zaczęły skandować "TO-KIO HO-TEL". Szybko i one trzy się przyłączyły.

Tymczasem Bill przygotowywał się za sceną do wyjścia.
- Szlugę?- spytał Tom. Bill spojrzał na niego smutno, skrzywił się lekko i czesał się dalej, a raczej tylko układał sobie swoje białe pasemka- Słuchaj, brat! Wiem, że się kłóciliśmy , ale... nie przesadzaj! Ty też wcale nie jesteś aniołem...
ĆPACH!
Bill położył mocno grzebyk na blacie. Przez chwilę siedział na sztywno patrząc z nienawiścią na odbicie swojego brata w lustrze, z drugą ręką zaciśniętą w pięść. To wszystko trwało raptem ułamek sekundy. po tym jakby opadł z sił: ręka rozpłaszczyła się na stole, przygarbił się lekko, jego wzrok stał się "zamglony", jakby nieobecny...
- Zróbmy to chłopaki, najlepiej jak potrafimy- powiedział głośno, wstając i biorąc mikrofon do ręki. "I miejmy to już za sobą"- dodał w myśli.

Wyszedł na scenę... pamiętał wszystkie kwestie. Dokładnie wszystkie, jak leci. Nie musiał nawet za bardzo się skupiać. Usta same wypowiadały odpowiednie słowa i układały się w promienny uśmiech. Wszystko to wyglądało pięknie... Lecz dusza cierpiała ogromnie.
Czwartą piosenką było "Schrei". Przy końcu było takie małe "STOP", przed ostatnim refrenem...
- Potrzebuję kogoś do śpiewania ze mną!- zawołał do mikrofonu.

Spojrzał na nią. Nie wiedziała, dlaczego akurat na nią skierował swój wzrok. Może to różowe pasemka zrobiły swoje... Być może była to sprawa pięknego uśmiechy widniejącego na jej twarzy. On się uśmiechał- odpowiadała mu więc tym samym.
- dziewczyna z różowymi pasemkami w pierwszym rzędzie... zapraszamy!- potężnie umięśnione ręce ochroniarza chwyciły drobną blondynkę za ręce, potem wpół i postawiły na scenie, tuż przy czarnowłosym chłopaku. On jej nie znał, nie pamiętał. Ale ona pamiętała doskonale...- Zrobimy to razem, ok?
- Jasne!
- Znasz słowa? Wiesz, jak to leci?
- Tak- była obczajona w nowinkach muzycznych, nie omieszkała więc nauczyć się i tej piosenki na pamięć. Zresztą, przez wzgląd na Billa, umiała wszystkie jego texty.
Poleciała muzyka.
- Nein!- zaczął Bill.
- Weil du du selbst ist! Nein!
- Weila das letzte ist! Nein!
- Auch wenn es weihtut! Schrei so laut du kannst! Nein, nein, nein, nein, nein, nein... Schrei so laut du kaaanst!- zakończyła Lisa.
Śpiewali to razem, objęci, ramię w ramię, twarz przy twarzy. Śpiewał z nią razem. Wiedział, że po prostu dobrze trafił- dziewczyna ładna, do tego ma mocny głos. Nie mogła lepiej wykonać swojego zadania. Po skończonym występie rzuciła mu się na szyję i pocałowałą go delikatnie w policzek. To nie było nahalne cmoknięcie- to było... takie spontaniczne. Ale pewnie mu się tylko zdawało... Odprowadzono ją za scenę. Spojrzała na niego, uchwycił jej wzrok. Ta chwila wydawała mu się bardzo długa. Miała rozchylone usta i oczy, w których widać było wielkie szczęście. Poczuł, że zrobił coś dobrego. naprawdę dobrego...
- Poczekaj tu- rzucono jej na pożegnanie. Po czym ochroniarze sobie poszli zostawiając ją zupełnie samą. Ale po co ona ma czekać? Na kogo? Skąd kumpelki będą wiedziały, gdzie jej szukać? I dlaczego ona tu w ogóle jest? nie, no, to to akurat wiedziała. Odpowiedź prosta, jak sranie: żeby fanki jej nie zadziobały na śmierć z zazdrości. Wiadomo powszechnie, iż potrafią być nieco... agresywne. Zresztą- i tak jej się dostanie od Elize. Tzn nie będzie mogła jej nic zrobić, bo to mała gówniara jest, ale na pewno sprzeda jej próbkę swoich hamskich odzywek, jak nic! Liska podkuliła nogi i objęła kolana rękami. Położyła na nich bolącą głowę. Siedziała tak cały koncert zazdroszcząc teraz nawet tym, którzy byli w sektorach. Tamci mieli przynajmniej telebimy... Nie wiadomo kiedy, zasnęła...
...........................

KoNIEC OPKA NA DZIŚ.
Kurde kończą mi się pomysły na to opko. Ale zawsze tak am gdy tylko doprowadzę do ciekawego spotkania Billa czy tam Toma itp z jakąś laską to odechciewa mi się pisać.... hmmmm...
Ale zacznę chyab nową część :P Co wy na to:P?
Już mam nawet pomysł :D
Także pozdro.
DZIĘKI ZA KOMY.
NO I OCZYWIŚCIE:
KOMENTUJCIE!


Anka 30.07.2007 [komentarzy 3] Daj komcia(TH będą wdzięczni) :D

Odcinek 2 !!!

Na początku, chcę wam bardzo podziękować za tyle miłych komentów.
Mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli, bo do opowiadanka chcę wprowadzić jedną dziewczynę OK?
No więc już opowiadanie:

"I choćbyś upadł na kolana
I choćbyś błagał
To już nie działa na mnie, żegnaj
Twoja strata
Zabieraj wszystkie swoje rzeczy
Nic tu po tobie
Twój czas już minął
Od dziś jestem twoim wrogiem, ty moim wrogiem
Koniec, koniec..."

- Pewnie, że koniec!
- Słucham?
- Nie zaśpiewasz tego!
- Pewnie, że nie! Bo to nie jest piosenka dla mnie!
- A dla kogo?
- Ja chciałam śpiewać "Girlfriend" Avril Lavigne!
- Nie możesz. Ta piosenka promuje złe zachowanie.
- A "My happy ending"?
- Nie masz kwalifikacji!
- To może chociaż...
- Daj sobie spokój. Idź i wypocznij. Przy okazji poinformuj Irmę o tym, że zajmie twoje miejsce...
- Owszem. Ma pan rację. Nie nadaję się do tej roboty.
- No! Więc cię zwalniam!
- Nie! To ja odchodzę! A Irmę poinformuj pan sobie sam!- i wyszła trzaskając drzwiami.
Nikt nie zwrócił uwagi na zielonooką, niską blondynkę z długimi do pasa włosami ozdobionymi różowymi pasemkami, w krótkiej miniówce, czarnym topie, glanach i kabaretkach, zbiegającą ze schodów i ocierając łzy złości, które płynęły po jej podłużnej twarzy rozmazując precyzyjnie zrobiony czarny makijaż. Nazywała się Lisa. Byłą buntowniczką bez powodu. Miała 18 lat i wielkie marzenie: zostać piosenkarką lub chociaż tancerką. Problem tkwił jednak w głupim nauczycielu muzyki, który za nic w świecie nie chciał dać jej się zrealizować, na każdym kroku podkreślając, iż "nigdy nie zdobędzie takiej sławy, jak Avril Lavigne, chciaż jest do niej łudząco podobna". Rzeczywiście wyglądała jak ona! Była nawet jej wielką fanką. Łatwo więc sobie wyobrazić, jak bardzo wkurzały ją takie uwagi.
Teraz jednak wkurzyła się nie na żarty. Odeszła. Miała dość wiecznego wykłócania się o coś, czego i tak nigdy nie otrzyma. Postanowiła poszukać innego nauczyciela. Kogoś, kto by ją poprowadził... Nagle coś jej się przypomniało. Zaczęła zawzięcie szukać czegoś w swojej białej torbie i po chwili triumfalnie wyciągnęła z niej jakąś żółtą ulotkę.
"Music.co... gitara, fortepian... bla, bla, bla... jest! Śpiew solowy"- pomyślała- "Telefon podano... To dzwonimy!". Wyciągnęła komórkę, usiadła na murku przed szkołą i wystukała numer:
- Halo- odezwał się głos w słuchawce.
- Dzień dobry, czy tu biuro Music.co?
- Tak. Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- Chciałabym zapisać się na lekcje śpiewu solowego. Każdy termin mi pasuje...- ze szkoły wyszedł nauczyciel, spojrzał na nią z wyrzutem i odszedł w swoją stronę.
- Zaraz sprawdzę, czy mamy wolną salę... Tak. Jest wolna w czwartek o godz. 16.00 na Blumen StraBe 25a, pasuje pani ten rejon?
- Oczywiście. To jest tam w bok od centrum, tak?
- Tak.
- Ile się płaci za jedną lekcję?
- 30€ za cały miesiąc.
- Aha... I ja tam bym była sama z nauczycielem? Chodzi mi o to, że nie w grupach są lekcje...?
- To są prywatne lekcje. Nasi klienci mają wyłączność. Twoją nauczycielką będzie pani Ines Schwarz. Twoje imię i nazwisko, poproszę.
- Lisa Herz.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia- miała wielką satysfakcję. Teraz dopiero zacznie się życie!
Z daleka zobaczyła swoją przyjaciółkę Xenię. Poznała ją po tych długich brązowych włosach i śniadej cerze. Na widok Lisy dziewczyna rozpromieniła się:
- Lisa!- zawołała.
Blondynka poderwała się z murku i obie padły sobie w ramiona- Buziak mała! Mua! Co ty?! Płakałaś...?!
- No, trochę.
- Może to głupie pytanie, ale... dostałaś się?- kumpelka spojrzała na nią smutno.
- A gdzie tam? Facet jest beznadziejny. Odeszłam- powiedziała Lisa, stojąc z komórką w jednej ręce, z torbą w drugiej.
- Jak to "odeszłaś"... ? Dzwoniłaś gdzieś?
- Trzasnęłam drzwiami i wyszłam! Po prostu... Prawdę mówiąc: tak- tu podała jej ulotkę.
- Przyjęli cię?!
- No...- powiedziała ostrożnie blondynka.
- Gatulacje!- Xenia uwiesiła się przyjaciółce na szyi.
- Co dzisiaj robisz?
- Idę kupić bilety.
- Na co?
- Na Tokio Hotel...
- Co???
- Mają u nas konert za 2 dni. Muszę pójść z moją siostrą...
- Fajne to?
- Co?
- No, ten zespół.
- Jak to? Billa nie znasz?! Do równoległej klasy z nami chodził!
- A, to ten... Taki czarny.
- Co się z Tobą dzieje, dziewczyno! Od kiedy Ty jesteś taka nieobczajona?
- Nie wiem. Jakoś tak... mało mnie oni obchodzą- w gruncie rzeczy obchodzili ją więcej, niż cokolwiek na świecie, zwłaszcza Bill. Kiedyś się w nim podkochiwała, ale bała się zrobić pierwszy krok, a kiedy się odważyła, oni już byli sławni i było za późno. Przeżyła to bardzo, ale nic nie dała po sobie poznać. Wszystkim mówiła, że mam doła i że to szybko jej przejdzie. Prawdę mówiąc- nie przeszło do tej pory.
- Nie zostawię cię z twoją krwiożerczą siostrzyczką. Ile te bilety?
- Na płytę, czy na sektor?
- Najlepiej dla V.I.P'ów!
- Dawno wyprzedane!
- Przecież żartowałam! A ty na co kupujesz?
- Na płytę.
- To ja też! Gdzie to można dostać?
- W centrum... Oj, chodź! po drodze wszystko ci powiem- mówiąc to Xenia pociągnęła Lisę za ramię i obie pobiegły na pobliski przystanek autobusowy.
***
Dzień wstawał piękny. Promienie Słońca przeniknęły przez szparę między zasłoniętymi żaluzjami i oświetliły bladą twarz Billa. Otworzył oczy, zamrugał parę razy powiekami, po czym podniósł się i spuścił nogi z łóżka. Wszyscy jeszcze spali. Godzina była 7.00. Co się z nim dzieje? Zawsze spał bez opamiętania... Teraz jednak mu się nie chciało. "A co tam! Trzeba korzystać z okazji"- pomyślał-"Potem nie będę miał kiedy się wyspać". Rzucił się z powrotem na łóżko i zapadł w płytki, lecz przyjemny sen.
Obudziło go mocne szarpanie i tłuczenie poduszką po głowie.
- Au, au! Co-co chcesz, cieciu?!
- Cieciu?! Sam jesteś cieć!- wydarł się Georg.
- Sorry, myślałem, że to Tom... Ale od kiedy ty jesteś taki agresywny?
- Bo jest godzina 8.00, a na 9.00 mamy być w studiu i przez ciebie się spóźnimy!
- To czemuś nie obudził mnie wcześniej?!- Bill chciał szybko wstać i zwalił się ciężko z wyra na podłogę.
- AUAAAAAAAAAAAA!!!- rozwył się na maxa.
- Na drugi raz uważaj, jak wstajesz!- Bill trzasnął pięścią o ziemię.
- Kurwa!
- Gdzie? Bo ja tu widzę tylko jedną!- krzyknął Tom, kopiąc brata w tyłek- Rusz się, bo blokujesz przejście!
- Znasz takie powiedzenie, że leżącego się nie kopie?- odezwał się Gustav, który właśnie wszedł do autobusu. Podał rękę Billowi i postawił go na nogi. Czarnowłosy roztarł sobie bolące przedramię i powlókł się do łazienki. Dało się słyszeć trzask zamykanych z furią drzwi.
- Słyszałem- odpowiedział Tom- Ale zdrajców to nie obowiązuje!
- Kto tu jest zdrajcą?!- wydarł się Gustav- Kto nas namówił, żebyśmy poszli do tego domu rozpusty?!
- Daj spokój- uspokoił go Georg- Na głupotę nie ma lekarstwa. Góniarz sam musi zrozumieć, że własnym przyjaciołom zdradza się WSZYSTKIE szczegóły.
- Przysięgam! Sam o tym nie wiedziałem!
- Zastanowimy się, czy ci uwierzyć- odparł Georg- Chodź, Gustav. Pomożesz mi z tą gitarą...
Tom westchnął tylko. Ku jego zaskoczeniu z łazienki wyszedł Bill (zwykle siedział tam godzinę). Miał mokre włosy i tylko ręcznik na biodrach. Otworzył swoją trobą, wygrzebał z niej czystą koszulkę, bokserki i suszarkę, wziął spodnie z krzesła i wrócił do łazienki. Po chwili jednak z niej wyszedł, podszedł do Toma, wpieprzył mu z pięści w szczękę i, grożąc mu palcem przed nosem, wysapał ze złością:
- A tylko jeszcze raz mnie dotknij, nazwij kurwą, ciotą lub geyem, albo kopnij w dupę, to ci tak przywalę, że będziesz zbierał z ziemi wybite zęby połamaną ręką... braciszku- następni zabrał się za suszenie swoich czarnych włosów i doprowadzeniem ich do jako takiego ładu. Dredziarz złapał się za szcękę, sprawdził, czy jest na swoim miejscu, po czym zabrał się za strojenie swojej gitary (bez skojarzeń!). Po 10 minutach Bill był już gotowy. Do autobusu zajrzał menedżer.
- Ruszać tyłki! Jesteśmy na miejscu już od 5 godzin i jakoś jeszcze nie wysiedliśmy! Bill!
- Co?!- rzucił chłopak, zajęty pakowaniem.
- Nie mówi się "co", tylko "słucham" i, do jasnej cholery, pospiesz się trochę!!!
- Już idę...- odparł spokojnie czarnowłosy, narzucił torbę na ramię i wyszedł za menedżeram.
- Pat, a ty gdzie?!- krzyknął David- Do studia się chowaj, ale już!
- Ja chciałem się tylko spytać, czy Bill napisał jakiś text, bo jak nie to...
- ...to robisz porządek w archiwum!
- To jak, Bill?
- Nie, nie napisałem- powiedział cicho chłopak i spuścił głowę- Przepraszam- powiedział do Pata, przeciskając się przez szparę między nim, a framugą drzwi. David i Pat stali przez chwilę naprzeciw siebie wymieniając zaniepokojone spojrzenia.
- Co jest?- spytał Pat.
- Małe "problemy z rodzinką"- odparł krótko David. Zwykle nazywał tak kłótnie Billa z Tomem lub z matką (o ile do niej pojechał). Gdy chodziło o innych chłopaków, to zawsze to była "wojna domowa"- Da sobie radę- dorzucił jeszcze i poszedł do swojego gabinetu.
Nie był całkowicie pewny tego, co mówi.

No... ale siś spisałam :P
Tylko teraz niech to nie idzie na marne :
KAMENTUJCIE!
Aha no i mam taki pomysł, ale nie weim czy wypali:
Im więcej komciów, tym dłuższe opowiadanie, co wy na to?
No więc, napiszę jeszce raz:
KOMENTUJCIE!

Anka 27.07.2007 [komentarzy 4] Daj komcia(TH będą wdzięczni) :D

Część pierwsza!

- Co robisz?- spytał Tom Billa, widząc jak siedzi zgięty wpół nad zwieszającym mu się z kolam blokiem papieru listowego i zacięcie bazgrze już drugą stronę.
- Piszę, nie widać?- odfuknął nawet nie podnosząc głowy.
- Ale co piszesz?
- Referat...
- Ten z niemca?
- A jak myślisz?
- O, fuckin' shit!!!- Tom zerwał się jak oparzony, popędził w głąb autobusu, wyjął ze swojego plecaka zeszyt i długopis, po czym sam usiłował coś stworzyć. Bill tylko pokręcił głową.
- O czym to ma być?- usłyszał po chwili.
No, tak! Inteligencja jego brata nie znała granic...
- O van Goghu!
- Kim?
Czarnowłosy wciągnął powietrze, policzył głośno do 10, następnie znowu znowu zabrał się za swoje bazgroły
- No, dowiem się, czy nie?
- Na głupie pytania nie ma odpowiedzi!- odparł Bill i pisał dalej. Tom podszedł do brata, spojrzał z góry na jego referat (pisał już 3 stronę) i po kilkakrotnym przechyleniu głowy w jedną i w drugą stronę, wypalił:
- Z czego korzystałeś?- Bill przestał pisać. Nie lubił, jak ktoś mu patrzył przez ramię, a już tym bardziej z góry, na to, co robi. Zamknął blok, chwycił brata za kark i dość brutalnie rzucił go na łóżko Georga naprzeciwko, następnie wcisnął mu do ręki laptop, z którego z reguły nikomu nie pozwalał korzystać. (!)
- Masz, znajdź sobie w necie i daj mi wreszcie święty spokój!- oklapł z powrotem na łóżko i ponownie zabrał się za pisanie. Kiedy doszedł do 4 i pół strony, uznał, iż wystarczy. Odrzucił wszystko na bok i rozłożył się wygodnie na wyrku.
- Co się lenisz? Może byś mi pomógł?- rzucił Tom zza laptopa.
- Mogę... Ale mi się nie chce!- chłopak odwrócił się na bok, tyłem do Toma.
- Która strona jest najlepsza?
- Pierwsza z brzegu.
- Tu nie ma stron z brzegu- chciał go wkurzyć, to jasne.
- Ale są u góry!
- No, niby tak... Ale tu jest tego strrasznie dużo!
- To wybierz to, co najważniejsze.
- Ale tu wszystko jest ważne.
- No, to masz problem.
- Ano, mam. A ty jak zwykle swoje.
- Tom...
- Co?
- Zamknij się wreszcie i daj mi spać!- cisza. Bill odwrócił się. Tom siedział nad laptopem i patrzył na niego błagalnym wzrokiem.
- O, nie, nie... braciszku, nie! Nie napiszę za ciebie kolejnej pracy, nawet nie ma mowy!
- Oj, prooooszę, Bill!
- Nie!
- Dlaczego?
- A co? Na maturze też ja będę ci pisał?!- zdenerwował się brat.
- Jak da się podmienić testy, to tak.
Bill prychnął obrażony.
- Weź się wreszcie do roboty...
- A coś ty na mnie taki cięty?- Bill popatrzył na niego, jak na potwora- O tą imprezę porno?! Daj spokój, Bill. Akurat ty najlepiej na tym wyszedłeś. Jak zwykle zresztą...
- A co miałem powiedzieć? To samo, co ty? Że odpowiada mi gapienie się na gołe dupy i całujące się dziwki?!!
- Przesadzasz...
- JA PRZESADZAM?!- Tom aż podskoczył- Rozejrzyj się, tępaku! Wszystkie gazety codzienne, jak i kolorowe szmatłąwce piszą o "dziwnym zachowniu cchłopaków z Tokio Hotel", a David będzie miał pewnie niemałe kłopoty! A wszystko przez waszą głupotę! Bo to nie ja chciałem tam iść! Ale to ja przesadzam, tak?
- Oj, Boże!- autobus stanął.
- Jakie Boże? Co Boże? Ateistą przecież jesteś! Bóg cię nie kocha! A o mnie to już, widze, totalnie zapomniał...- po tych słowach odwrócił się i wyszedł z autobusu, w którym stacjonowali już drugą noc. Nie usłyszał wołania Toma. Nie chciał go słyszeć. prawdę mówiąc- nie miał na nic ochoty.
Noc była gwiaździsta. Drzewa przy drodze i otaczające ich zewsząd pola wskazywały na to, iż są na jakimś zadupiu.
- Co jest, trenerze?- zagadnął manadżera, który wyszedł ze swojego autobusu.
- Nic, Bill. -Kierowca musiał w krzaki.
- Aha- David przyglądał mu się przez chwilę.
- Coś cię gnębi, Bill?
- Raczej ktoś... ale coś też- facet otoczył go ramieniem, podprowadził kawałek wzdłuż drogi.
- Mów, o co chodzi?
- O tą porno imprę. Pan będzie miał przez nas kłopoty.
- Nie martw się. Nie będzie źle.
- Ja wcale nie chciałem tam iść... To Tom się uparł i...
- Bill, nie martw się o mnie. Zajmij się nauką. W tym roku zdajesz maturę. Poza tym: czeka nas jeszcze tyle koncertów... No i pisz nowe texty. Musimy wydać kolejną płytę!- to mówiąc położył mu rękę na ramieniu- Nie kłóć się o to z bratem, to nie ma sensu...
- Skąd pan wie, że się pokłóciliśmy?
- Skoro twój brat jara sobie teraz w najlepsze przy ciężarówce ze sprzętem, to nie jest chyba najlepiej, prawda?- Bill westchnął.
- Dobra, już się nie odezwę.
- Nie chodzi o to, żeby się nie odzywać, chodzi o to, żeby...
- Ruszamy!- krzyknął kierowca.
- Salut!- zakończył David i odszedł w swoją stronę.
Bill spojrzał na gwiazdy, świeciły tak jasno...
- Bill! Rusz wreszcie dupę!- wydarł się Tom.
- Idę!- odkrzyknął czarnowłosy, z trudem ograniczając się tylko do tego jednego słowa.

Mam nadzieję, że wam się podoba :)
KOMENTUJCIE!


Anka 26.07.2007 [komentarzy 8] Daj komcia(TH będą wdzięczni) :D







| Szablon wykonała Kara dla blog4u.pl |

Stroniczka;)



Księga

Książeczka fanów;)

No wpisz się;)
3
Tokio Hotel






Ja



Dodaj do Ulubionych

Hey Jestem Anka. Na tym blogu będę zamieszczam opowiadania o ważne info o Tokio Hotel :)




Archiwum

2007
Lipiec



Ulubieni





Linki

Mój blog o L-SOV